26.02.2012

Will you save your soul?

 Cześć. Na imię mi Malwina. Aczkolwiek nienawidzę tego imienia, zatem nie znoszę też, gdy tak się na mnie mówi. No, jest jeden wyjątek. Mniejsza o to. Mów mi Malv. Liczę czternaście lat. Jestem słabym dzieckiem i nie potrafię dać sobie z tym rady. Popełniam wiele błędów, ale uczę się na nich. Niektórzy mówią, że jestem dziwna. Mają rację. Mam kilka (kilkanaście?) fobii, które staram się zwalczać.Wieczna, cholerna pesymistka. Jest mi z tym dobrze. Lubię płakać. Ale nie, nie lubię płaczu samego w sobie. Ja po prostu lubię to uczucie gorących łez spływających po policzkach. Tnę się czasami. Nie dlatego, że to daje mi ulgę czy coś. Lubię widok krwi na nadgarstku. Widać, że robię wiele różnych głupich rzeczy. Nie potrafię podejmować ważnych decyzji i ogólnie jestem niezdecydowana. Myślę  za dużo. Nie umiem tego wyłączyć. Jednak potrafię się cieszyć, kiedy trzeba. Czasami z tym przesadzam i wtedy wychodzi jakiś megaodpał z moim udziałem. Miewam całkiem zabawne, zaskakujące pomysły. Cóż za paradoks osobowości, prawda?
 Jednak blog kolejnego emo-dzieciaka, które nie wie, co ze sobą zrobić. Zgadza się.
  Więc. Blog będzie, bo nie potrafię wytrzymać bez pisania. Chociaż nie oznacza to, że umiem. Po prostu lubię. Prawdopodobnie będę tutaj opisywać to, co czuję. Zwykle wszystko smutne... Jednak myślę, że wszyscy powinniśmy być pesymistami. Potem ewentualnie się miło zaskoczyć, zamiast rozczarować. Oh, no tak, znowu filozofuję. Czasami myślę, że powinnam obrać taki kierunek studiów. Ale na takie decyzje jeszcze chyba za wcześnie. 
  Zacznijmy od tego, co ostatnio w sobie odkryłam. Otóż idąc jak normalny człowiek do marketu, zauważyłam, że boję się przebywać sama w miejscach publicznych. Lęk. Nie wiem, przed czym. Może przed samym tłumem? Mam wrażenie, że ludzie cały czas na mnie patrzą, mierzą wzrokiem albo odwracają za mną głowy. A wcale nie wyglądam nadzwyczajnie. Czuję się jak schizofreniczka. Dalej. Choćbym nie wiem jak bardzo była zdołowana w środku - wyjdę do ludzi i jestem kompletnie szczęśliwa. Tak więc nikt nie może zauważyć, że mam problemy. W gruncie rzeczy, to nawet przydatne. Mogę się pozbyć irytujących pytań na temat tego, co się dzieje. A co za tym idzie, pozbyć się fałszywych przyjaciół, którzy pojawiają się tylko wtedy, gdy mam doła. Chociaż właściwie to oni są ślepi. Bo po mnie zwykle widać. Przynajmniej jest parę osób, które zawsze zauważają, że coś jest nie tak. I to w sumie kolejna sprzeczność. Dalej. Lubię przechodzić przez ulicę, kiedy samochód jest naprawdę niezbyt daleko mnie. Wtedy nie przyśpieszam instynktownie, tylko idę dalej swoim własnym tempem. Niby to nic, ale jednak czuję się jak masochistka. Bo w końcu kiedyś może mnie ktoś potrącić. Eh. Dalej. Ostatnio mam wrażenie, że urodziłam się tylko po to, żeby żyć. Nie mam żadnego celu w życiu. Nawet nadziei się wyzbywam, na wiele spraw. Bo u mnie jest cholernie dziwnie z tą nadzieją. Wszystko, na co ją mam, się nie udaje. A więc jeśli chcę, żeby mi coś wyszło, muszę jej nie mieć. I wcale nie wiem, czy dobrze robię. Ale parę takich momentów rozczarowań tego właśnie mnie nauczyło. Trzeba to głębiej przemyśleć. 


"Beautiful girl sleeps by herself. Half the bed's cold, she knows it's her fault.
She's given in and admitted defeat but she'll be fine."
~Silverstein - True romance.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz